piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 1.

<Rose>
-Problem jest taki, że cholernie Cię kocham!-Krzyknęłam, i osunęłam się na ziemię, płacząc. Czułam,  że on też mnie kocha. W sumie, gdybym była na jego miejscu, wątpię żebym sobie wybaczyła.
Nie, to nie była zdrada. Nie zrobiłam z nim TEGO. Prawie, ale powstrzymałam się.
Z Harrym układało się nam świetnie. Poznałam go, bo moja dawna przyjaciółka wyciągnęła mnie na koncert One Direction. Ona też, dała mu mój numer. Napisał. Zapoznawaliśmy się, a ja zaczynałam coś do niego czuć. W końcu poprosił mnie o to, żebym była z nim. Zgodziłam się. Z radością.Powiedziałam my, że brałam narkotyki, i ktoś ma mnie na oku. Może mnie zabić. Niby się tego nie bałam, ale teraz, kiedy się zakochałam, na prawdę nie chcę stracić życia. Harry, powiedział mi, że będzie mnie bronił. I wyznał mi miłość. Ale ja, zdolna Rose, wszystko spieprzyłam.
Jednej nocy byłam w klubie, kiedy Hazza miał koncert. Poznałam tego kolesia. Powiedział mi, że muszę z nim to zrobić tu i teraz. Nie zgodziłam się. Zaczął ostrzej. Stwierdził, że jeżeli jeszcze raz odmówię, zrobi mojemu chłopakowi coś złego. No to co miałam zrobić? Zaczął niewinnie. Później posadził mnie na blacie. Czułam się podle. Wiedziałam, że zaraz to zrobi. Przyjrzałam się mu. TO NIE BYŁ TEN KTÓREGO MAM SIĘ BAĆ. Był to ktoś, kto tylko wykorzystał to, że nie jestem trzeźwa. Uciekłam. Ale paparazzi zdążyli. Na następny dzień cały internet opłynęły zdjęcia. Nawet w niektórych gazetach były te zdjęcia. Dlaczego to moja wina? Ponieważ zamiast zostać w domu, ja musiałam znowu iść na imprezę. Cały czas nie umiem się odzwyczaić. 
Zraniłam go. I to kurde, bardzo. Jestem tak głupia. Poznałam miłość mojego życia, po czym głupimi nawykami zniszczyłam to, co było.
-Sam  nie wiem- Powiedział ze złością i smutkiem.-Ale wiesz co, masz rację, może mnie kochasz. Tylko że nie tylko mnie.- Zauważyłam łzę na jego policzku. Później poszedł.
Może i byłam pijana. Ale powinnam się domyśleć, że to nie on. Że to nie ten który chce ze mną skończyć.
Załamana, poszłam do łazienki. Wyciągnęłam żyletkę. Złe nawyki. Wysunęłam nadgarstek z rękawa, i przeciągnęłam żyletą po skórze. Krew pociekła. A razem z nią prawie wszystkie smutki. Zaczęłam zastanawiać się, czy dalej będę tu mieszkać. Ale kiedy zdałam sobie sprawę, że nie, znowu zaczęłam się okaleczać. Rozluźniłam się. A później zrobiło się trochę ciemno. I ciemniej. Dalej nic nie pamiętam.


To mój pierwszy blog, który planuję rozwinąć do końca. Pierwszy rozdział za nami. :) Jak Wam się podoba? Proszę, jeżeli jest ok, to dodajcie się do obserwatorów i komentujcie. Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawi się następny rozdział! ;)

6 komentarzy:

  1. Nie wiem co napisać, może.. Dobry początek czekam na następny rozdział, smutne trochę i mam nadzieję że koniec wszystkich rozdziałów będzie wesoły, pozdrawiam Vanessa z fb.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się świetny blog;) czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się zapowiada, obserwuje i liczę na rewanż! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Osz Ty kurde, jest boski Martuś ( chociaż już to czytałam :)
    Kocham, dawaj nastęny !!!
    Jak tam po zlocie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, po zlocie świetnie. Najlepszy jaki miałam. ;) W sobotę raczej dodam rozdział. Bo już dużo osób widziało. I się tym bardzo jaram. ♥

      Usuń
  5. Fajnie się zaczynam , czekam na następne .
    _______________________________________________________-
    1d1daniaola1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń